Z rzeczy, które bardzo lubiłem to śpiew. Chciałem nawet się zapisać do szkoły śpiewaczej, ale to nie było na moją kieszeń. Do tej pory pamiętam jeszcze Halkę. Zacytuję (śpiewa) Nieszczęsna halka, gwałtem tu idzie. O Boże miłosierny Ty chroń o Panie chroń. Gdyby ją tam powstrzymali ja nie mogę.
 

 

  • ipn logo
  • mcdn logo
  • pwsz
  • um malopolska

Ulfik Irena ( z d. Stańczak )

 

Biografia

Ulfik Irena

Urodziła się 17 kwietnia 1930 r. w Warszawie jako córka Zygmunta i Józefy. Ojciec był elektrykiem, matka zajmowała się domem. Przed wojną uczęszczała do szkoły przy ul. Raszyńskiej w Warszawie, a po wybuchu II Wojny Światowej pobierała lekcje w ramach tajnego nauczania. Ojciec i brat zginęli podczas walk z najeźdźcą. Po wkroczeniu Niemców do Warszawy Irena wraz z matką została aresztowana i wywieziona do Pruszkowa, skąd następnego dnia trafiły później do KL Auschwitz. Tam przydzielona została do komanda zajmującego się „wyplataniem warkoczy z gumy”, prawdopodobnie na potrzeby niemieckiego lotnictwa. Poddawana była również eksperymentom medycznym. Po półrocznym pobycie w obozie koncentracyjnym została wywieziona na przymusowe roboty do Niemiec, w okolice Berlina, gdzie przebywała do końca wojny. Po wojnie pracowała w rzemiośle i przemyśle.

Relacja

Chodziłam do szkoły, ale miałam trzynaście lat jak mnie zabrali. Chodziłam na Raszyńską potem zostałam posłana na Śniadeckich, bo to Niemcy zabierali szkoły. Uczyć się nie wolno było ani historii, ani geografii. Po kryjomu się uczyło.

- Chodziła pani na tajne nauczania?
- Chodziłam prywatnie. Rodzice mnie wysyłali. Potem szkoła przerwana, bo obóz. Szkołę powszechną normalnie zaliczyłam.
Nazywam się Ulfik Irena. Urodziłam się w Warszawie 17 kwietnia 1930 roku. Moje nazwisko było Stańczak i w obozie byłam Stańczak. Tatuś Zygmunt był elektrykiem. Mama Józefa była w domu. Mama była również ze mną w Oświęcimiu. Mieszkałam na Barskiej tu gdzie jest teraz szpital. Tam nie było szpitala tylko budynki mieszkalne. Jak było powstanie to wszystko zburzyli.

- Miała pani jakieś rodzeństwo?
- Miałam dwóch starszych braci. Tadeusz i Józef

- Jakie miała pani marzenia? Kim pani chciała zostać?
- Chciałam być aktorką w cyrku, ale moi rodzice się nie zgadzali na to także nie było marzeń żadnych.

- Jak pamięta pani wybuch wojny? Jak wyglądał 1 września w Warszawie?
- Bombardowali ulice. Naloty były silne. Mieszkałam na trzecim piętrze. Schodziło się na dół do piwnicy i tam siedziało.
Tata i brat poszli walczyć i zginęli. Potem jak Niemcy wkroczyli to najpierw wywieźli nas do Pruszkowa, a z Pruszkowa wywieźli nas do Oświęcimia. W obozie przebywałam pół roku. W Pruszkowie byłam jedną noc. W obozie oddzielili mężczyzn, dzieci od matek. Ja byłam z matką tak samo jak Irena. Myśmy obie były na bloku matek. Rano wstawaliśmy o trzeciej. Do pracy. Na roboty nas brali. Musiałam wykonywać taką samą robotę jak wykonywali rodzice. Pletliśmy takie warkocze z gum. Ręce były całe w krwi. Dzieckiem byłam. Jak miałam mieć siłę pleść taki warkocz? Jeść się nie dostawało. Oni obierki gotowali.
Brali mnie ciągle na jakieś badania. Krew mi pobierali, zastrzyki robili. Nie wiem, co oni robili ze mną. Przychodziłam. Mdlałam. Mamusię moją zabrali na oddział drugi, bo chora była.

- Jak wyglądało przybycie do obozu?
- Był taki duży blok. Cement był tam wylany. Tam nas spędzili. Tam byliśmy chyba całą noc. Były popostawiane biurka i spisywali nazwisko i oddzielali ludzi. Nie wiem, jakim cudem zostałam z mamą. Zabrali nas. Rozebrali. Ogolili. Dali nam jakieś stare ciuchy. Spędzili nas do bloków. Myśmy byli w tych drewnianych blokach – barakach, ale ich już nie ma. Tam były koje. Po pięć osób się spało na koi. Jeden koc. Ani poduszki. Nic nie było. Same dechy i na tym się spało.

- Kto dowodził waszym blokiem?
- Była blokowa z Łodzi, ale była bardzo podła. Męczyła nas tak strasznie. Szkoda mówić. Ona zginęła. Ubrała się w sweter, buty, a my bose, nagie. Klęczeliśmy na mrozie po pięć godzin, bo jej się tak podobało. Taka była. Tam była Żydówka, która roznosiła pokarmy. Ta kobieta była bardzo dobra, ale też marnie zginęła.

- Co wam dawali jeść?
- Obierki gotowali. Rano dostawało się taką wodę rozmeloną, taka melka i to dawali po kwaterce. Nie więcej. Chleba jak się dostawało ćwiartkę to na dwa dni. Pół roku nie znałam smaku kartofla. Nic. Tak siedziałam i mówiłam: Boże jak przeżyję to sobie tylko kartofla ugotuję.

- Gdzie pani chodziła do pracy?
- Ja nie wiem. Z orkiestra nas przeprowadzali przez bramę. Cały nasz blok plótł te warkocze. To podobno było do samolotów, ale ja nie wiem.
Potem pierwszym transportem wywieźli nas do Niemiec. W styczniu 1945 roku. W Niemczech było to samo. Chodziliśmy na roboty. Brali nas na berlinki. Układaliśmy cegły. Jak były bombardowania to nas brali, żeby sprzątać gruzy. Byłam w Lenkenburgu to było 14 kilometrów od samego Berlina.

Po pracy brali nas przed blok. Był apel, a po apelu siedziało się w bloku. Nie wolno było wyjść. Jak szło się do ubikacji to na godzinę. O której im się podobało wyprowadzali nas. Jak nie zdążyłeś to się nie załatwiłeś, a jak ktoś nie mógł wytrzymać lub miał rozwodnienie to szedł za blok, ale wtedy nas zgarniali wszystkich przed blok klęczeć. Po pięć godzin za niewinność się klęczało. Raz dziennie mogliśmy iść do ubikacji. Brali nas do kąpieli. Prysznic był. Chyba raz w miesiącu. Wszystko było u nich na godzinę.

Tam taka jedna babka była z Ochoty. Ona podobno dostawała paczki.

- Jak wyglądało w obozie Boże Narodzenie?
- Nie było Bożego Narodzenia. W Nowy Rok była z nami taka artystka i wszyscy płakali, kiedy ona zaczęła śpiewać. Wtedy dostaliśmy ćwiartkę jarmuszu ugotowanego. Tak kwaśny, że to nie do jedzenie było.

Tyfus jak był to oni od razu zabierali. Niemcy się bardzo bali tej choroby. Zaraz izolowali do innego bloku.

- Pani chorowała w obozie?
- Tak. Mnie strasznie zabolało ucho. Wzięli mnie na blok. Dali mi jakiś zastrzyk. Mamusia bardzo płakała, że chyba mnie już otruli. Jak wróciłam z obozu była operowana na jedno ucho, drugie. Nie słyszę w tej chwili. Mam aparat.

- Jaka była różna między obozem w Oświęcimiu a w Niemczech?
- Tam były pojedyncze koje. Spało się osobno. Tam już brukiew gotowali. Obierki z brukwi był lepszy jak obierek z kartofli.
Tam byliśmy do wyzwolenia.

- Jak wyglądało wyzwolenie?
- Wjechały czołgi. Hura, hura, hura i każdy na swoją rękę już wracał.

- Ja pani wracała z Berlina?
- Pieszo do Warszawy się wracało. Gdzieś się przespało i znowu rano się szło.

- Były jakieś wojska radzieckie po drodze?
- Z tej strony, z której byliśmy to akurat wojska radzieckie nas wyzwoliły.

- Oni wam cos pomagali?
- Nic nie pomagali. Potem tylko utrudniali po drodze. Młode panienki wybierali.

- Jak było jak doszliście do Warszawy?
- Tu gdzie w tej chwili mieszkam był blok. On został, ale tu nie było ściany, okien nie było. Były kartki jak jakaś rodzina się szukała. Jestem tu i tu. Tu znalazłam brata. Wyremontowało się i mieszka.

Bardzo późno się zameldowałam, że byłam w obozie. Byłam w klubie Związek Byłych Więźniów Politycznych. Tam chodziłam, ale teraz w ogóle nie chodzę. Nie mogę, bo mam chory kręgosłup.

- Kiedy po raz pierwszy była pani w obozie po wojnie?
- Sześć lat temu. Była wycieczka. Tam nie było już parę bloków, w których ja byłam.

- Czy w Oświęcimiu były inne narodowości?
- W Oświęcimiu były liliputki. Karzełki. Była mama, tata i dziecko, ale ich nie rozdzielali. Im było nawet w dzień wyjść. To była taka jedna rodzina i im wszystko było wolno.

- Nie bała się pani, że znów to pani zobaczy, kiedy była pani te kilka lat temu w obozie? Że to się będzie znowu przypominało?
- Tego się nigdy nie zapomina. To nie to, że mnie się będzie przypominało, bo ja w każdej chwili, gdy pomyślę to się nie da zapomnieć. To jest ból taki, takie przeżycie, że tego się nie zapomina. Jeszcze jakby to był dorosło. Ale ja byłam dzieckiem. Tyle, co ja przeżyła. Tyle, co mnie umordowali. Mam zapomnieć? Nigdy w życiu.

- Czym pani się po wojnie zajmowała?
- Pracowałam w Zelmocie na tokarni. Najpierw pracowałam w takiej prywatnej instytucji, gdzie wyrabiano zabawki

- Jakieś przesłanie dla młodzieży?
- Oby ich los nie spotkał w życiu taki jak spotkał mnie. Życzę im jak najlepiej, żeby młodzież dorastała i miała wolność.

Wideo

Pierwsze momenty w obozie